Wywiad z trenerem Piotrem Rzepką

O początkach pracy w Zambrowie oraz bieżących sprawach związanych z Olimpią rozmawialiśmy z trenerem biało-niebieskich Piotrem Rzepką. Zachęcamy do zapoznania się z wywiadem.

Skąd decyzja, aby przyjść do Olimpii? Długo się Pan zastanawiał? Dostał pan tą szansę w bardzo trudnym momencie, kiedy Olimpia miała na koncie zaledwie 4 punkty w 6 rozegranych meczach.

Piotr Rzepka (P. Rz.): Czasu było nie za dużo. Trochę śledziłem te drugoligowe drużyny, bo w ostatnich latach byłem i w Gryfie Wejherowo i w Kotwicy Kołobrzeg, także miałem do czynienia z tą drugą ligą na bieżąco. Tutaj był szybki telefon, ja byłem w domu, było parę godzin zastanawiania się i wiadomo było, że zbliża się mecz z Puszczą Niepołomice, a to jeszcze był czwartek czyli nie było czasu za dużo, żeby się zastanawiać. Podjąłem taką decyzję, że przyjeżdżam. W różnych trudnych sytuacjach byłem, wiedziałem, że ta też nie będzie łatwa.

Jakie są Pana pierwsze wrażenia z pracy w zambrowskim klubie?

P. Rz.: Są tu młodzi ludzie, którzy bardzo chcą grać w piłkę, a później jest kwestia jakiegoś odpowiedniego doboru. Wiadomo, że wcześniej jak przychodziłem do Zambrowa to bardzo dużo się działo wokół klubu i w klubie. Były to rzeczy, które na pewno nie pomagały w robieniu jakichś postępów. Tutaj jest poziom bardzo wyrównany, to jest druga liga, szczebel ogólnopolski i było wiadomo, że tutaj jest ciężko przełamać psychiczne sprawy, bo tyle się działo przez te dwa miesiące w klubie. To są młodzi ludzie, którzy na pewno to przeżywali. To wszystko trzeba było bardzo szybko zsynchronizować nie mając pewności, że się uda.

Można powiedzieć, że udanie rozpoczął Pan pracę w Olimpii. W sześciu meczach pod Pana wodzą biało-niebiescy zanotowali trzy remisy, dwa zwycięstwa i tylko jedną porażkę, po pechowym meczu w Stalowej Woli. Wcześniej Olimpia spisywała się znacznie gorzej. Czy znalazł Pan receptę na dobrą grę zambrowskiego klubu?

P. Rz.: O takich receptach można mówić po jakimś dłuższym czasie. Każdy trener jest inny. Ja wychodzę z założenia, że trudno ich oceniać że jest lepszy czy gorszy, tylko każdy ma inne metody działania. W niektórych sytuacjach niektóre metody pasują, w innych nie. Na dzisiaj na pewno naszym problemem jest liczebność kadry. Teraz dwóch zawodników będzie wisieć za żółte kartki, trzech jest kontuzjowanych, ale nie będziemy się załamywać tylko tym „materiałem”, który będziemy mieli na najbliższy mecz z Polonią Bytom, będziemy musieli maksymalnie zrobić wszystko, co w naszej mocy. Szkoda, że dwóch obrońców od razu wisi za kartki. Te kontuzje, wcześniej Grzybowskiego, który bardzo fajnie wyglądał i na treningach i w meczu, dopóki grał z Puszczą, później doszły następne – Przemek Jastrzębski też uraz mięśniowy, w ostatnim tygodniu Bartek Osoliński też zaczął narzekać na mięśnie brzucha, także najbardziej to z tym będziemy mieli problem.

Czy długa będzie absencja Łukasza Grzybowskiego? Są jakieś diagnozy?

P. Rz.: Jest dużo lepiej, niż przewidywano, bo najpierw pierwsza diagnoza mówiła, że jest złamanie, później się okazało, że jednak to nie było złamanie, także on coraz lepiej wygląda, ale pewnych rzeczy nie przyspieszymy. Za bardzo nie mogę liczyć na niego w najbliższych dniach.

Na co kładzie Pan największy nacisk podczas treningów?

P. Rz.: W związku z tym, że to jest gra zespołowa, to przede wszystkim musi być ten duch drużyny. Każdy ma grać jak najlepiej umie, ale podporządkować wszystko co ma najlepsze pod dobro drużyny. I później też świadomość, żeby nie tracić czasu na jakieś rzeczy, które gdzieś tam przeszkadzają w dobrym graniu. Młodzi ludzie nieraz to mają, że nieraz gdzieś są w stanie się rozkojarzyć

Co Pan sądzi na temat naszych obiektów sportowych? Czy jest to dobre zaplecze treningowe?

P. Rz.: Na pewno gdyby było jeszcze jedno boisko trawiaste do trenowania to byłoby dobrze, bo sztuczne boisko jest rewelacyjne, ale w zimę, albo jak jest taka pogoda jak teraz, że pada. Bardzo boję się sztucznych boisk jak jest sucho i upał.

Jakie stawia Pan cele przed drużyną i przed sobą jako trenerem tutaj w Zambrowie?

P. Rz.: Ja wychodzę z założenia, że my w drużynie powinniśmy patrzeć tylko na najbliższe treningi, mikrocykle, a najbliższy mecz zawsze jest najważniejszy. Nie możemy patrzeć co będzie za dwa tygodnie w Opolu, bo my musimy maksymalnie się skupić na tym, co będzie w sobotę przeciwko Polonii Bytom. Nie może być też tak, że minie tydzień, miesiąc, pół roku i zawodnicy są praktycznie na tym samym poziomie, albo niektórzy nawet się cofają. Ja na każdym kroku walczę o tę świadomość zawodników.

Które zespoły w II lidze mają największy potencjał kadrowy i są w stanie awansować do I ligi? Jak na razie dwie drużyny nieco odskoczyły od pozostałej stawki.

P. Rz.: Tak, te dwie drużyny pokazały, że potrafią grać seriami, czyli one odskoczyły bo punktują. Tylko, że sezon jest długi i one też mogą mieć zadyszkę, tyle, że czy Raków czy Odra mają te bazy budżetowe. Latem w Olimpii wiadomo ile tu było nerwowych ruchów. Tak jak tu słyszę, że na puchar do Chełma nie wiadomo było, czy pojadą, czy będzie jedenastu zawodników, zgłaszanie juniorów w ostatniej chwili, żeby było jedenastu. Tak się nie powinno funkcjonować. W piłce najważniejsze jest to co najbliżej, ale te podstawy, te bazy mieć. Trudno jest zgrywać zawodników co pół roku, jak jest dziesięciu nowych, za chwilę ktoś w danych sytuacjach nie daje sobie rady, to gdzieś znowu jakieś nerwowe ruchy. To dotyczy wielu polskich klubów, te rewolucje są zbyt często.

Jakiś czas temu Michał Kuczałek został przesunięty z pomocy do obrony – gra na pozycji środkowego obrońcy. Na tej pozycji gra już od kilku dobrych meczów. Czy Michał sprawdza się na tej pozycji?

P. Rz.: Bardzo duży postęp zrobił, bo tak jak pan mówi, ma bardziej zachowania pomocnika, ale sytuacja w klubie zmusiła do tego. On gdzieś przy swojej zadziorności i argumentach piłkarskich daje sobie radę na tym stoperze i te mecze bardzo fajnie wyglądają. Nie wiadomo, czy to jest docelowe. Może gdyby byli jacyś inni środkowi obrońcy, można by go było przesunąć troszeczkę do przodu. Jedną właśnie z cech naszego zespołu jest to, że to jest młody zespół, czyli przed większością z tych zawodników jeszcze są te najlepsze dni. To jest chłopak bardzo ambitny. Może się okazać, że takie granie na środku obrony sprawi, że się nauczy tych odruchów, które bardzo często potrzebuje też defensywny pomocnik. Czyli on gra tam trochę z musu, ale daje sobie radę bardzo dobrze na tej pozycji.

Chciałbym jeszcze poruszyć temat Karola Buzuna. Zauważyłem, że wchodząc z ławki wnosi do zespołu sporo świeżości. Ostatnio w domowym meczu z Rozwojem Katowice wszedł z ławki i dziesięć minut później po jego dośrodkowaniu padła bramka dająca nam 3 punkty. W kolejnym meczu domowym z Kotwicą Kołobrzeg była niemal identyczna sytuacja. Karol wszedł w drugiej połowie z ławki rezerwowych i w końcówce meczu ładnie wymanewrował obrońcę i dośrodkował piłkę z prawej strony, po czym zwycięską bramkę zdobył Bartosz Biel. Dlaczego ten zawodnik nie gra od pierwszej minuty? Czy jest to właśnie taki pana as, który ma wchodzić w drugiej połowie i męczyć rywala?

P. Rz.: Bardzo fajnie pan to zauważył. On niestety pada ofiarą przepisu młodzieżowca. U nas jest trzech takich młodzieżowców, którzy grali już w drugiej lidze sporo, właśnie on, Bach i Szerszeń oraz jest jeszcze junior Mateusz Jastrzębski. Żaden z nich, przy zaangażowaniu w grze nie jest w stanie wytrzymać 90 minut. Atutem Karola jest przede wszystkim szybkość i właśnie takie penetrowanie gwałtowne pola przeciwnika. Przecież na nim dodatkowo była czerwona kartka w meczu z Kołobrzegiem, bo jak wszedł, to przy pierwszej jego akcji zawodnik z Kotwicy go sfaulował i dostał czerwoną kartkę, także on ma nieprawdopodobne atuty szybkościowe i takie kombinacyjne do tych ostatnich podań. Jak ja raz rozpocząłem mecz z nim i Jakubem Bachem w Niepołomicach, to gdzieś koło 60-70 minuty oni obydwaj zaczęli troszeczkę cierpieć i ja praktycznie zostaję z dwoma napastnikami młodzieżowcami na ławce rezerwowych. W momencie, kiedy ja musiałbym ich zdjąć, bo musi być dwóch młodzieżowców, ja tracę wszystkie atuty i muszę grać dwoma młodzieżowcami z przodu i wtedy zaczynają się naprawdę problemy. Gdyby w klubie było 5-6 młodzieżowców, to taki Karol po takich meczach jak z Kotwicą, czy z Rozwojem praktycznie musi wystąpić, bo widać, że on jest w formie, która daje mu prawo grania od początku.

Dziękuję za rozmowę.

P. Rz.: Dziękuję.

4 komentarze na temat artykułu “Wywiad z trenerem Piotrem Rzepką

  1. Jest kiepsko z młodzieżą u nas. Przez rządy prezesa strażaka dopuściliśmy do takiej sytuacji, że prawie w ogóle nie mamy narybku od siebie z miasta. Czas naprawić te błędy i zacząć inwestować w młodzież, żeby mieć kogo wprowadzać do drużyny.

Skomentuj artykuł

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *